Formuła 1 powróciła...

..i przewróciła dotychczasowy układ sił całkowicie do góry nogami.


Pierwszy wyścigowy weekend już za nami. Melbourne w Australii było świadkiem nowego rozdania sił w F1.

Dla wielu fanów sobotni poranek (kwalifikacje) i niedzielny (wyścig) okazał się dość zaskakujący, choć plotki o wielkiej sile zespołu Brawn GP pojawiały się już od ok dwóch tygodni temu.

Okazało się, że to nie tylko plotki – kierowcy Brawn GP zajęli dwa pierwsze miejsca zarówno w kwalifikacjach jak i w samym wyścigu. I o ile dla Jensona Buttona, który cały czas prowadził stawkę było to zwycięstwo w sumie niezagrożone to Rubbens Barichello musiał się sporo natrudzić i liczyć na łut szczęścia, który akurat został mu podarowany.

Czołówka zawodników taka, jaką pamiętamy z końca poprzedniego sezonu znalazła się raczej w drugiej połowie stawki, część w ogóle nie została sklasyfikowana a na pudło wskoczył w ostatniej chwili dość niespodziewanie Hamilton, jednak dopiero po dyskwalifikacji Jarno Trullego przez FIA.

Cały wyścig był dość spokojny, choć nie obyło się bez samochodu bezpieczeństwa. Głośno dyskutowany system KERS (odzyskiwanie energii kinetycznej i możliwość jej ponownego użycia w formie dodatkowego doładowania) nie sprawił wielkich niespodzianek i – chyba – pokładanych w nim nadziei. Znacznie bardziej kluczowe okazały się zamontowany z obejściem przepisów tyle dyfuzory w bolidach trzech zespołów (m.in. Brawn GP) i strategia doboru opon.

Dramatycznym okazał się ten wyścig dla Roberta Kubicy. Startując z czwartej pozycji przez większość wyścigu udawało mu się utrzymać w czołówce, po to by na 13 okrążeń przed końcem zacząć przebijanie się do przodu stawki. Robert jechał bardzo szybko odrabiając na każdym okrążeniu cenne sekundy do dwóch poprzedzających go rywali. Jadąc na twardych oponach miał znacznie więcej przyczepności niż znajdujący się przed nim Sebastian Vettel i Jenson Button. Kubica jechał po zwycięstwo, zdecydowanie było w jego zasięgu pierwsze lub „choćby” drugie miejsce. Na trzy okrążenia przed końcem rozpoczął walkę o drugie miejsce z Vettelem, który w czasie wyprzedzania nie chciał odpuścić pozycji i wszystko skończyło się zderzeniem i zakończeniem wyścigu dla obu panów. FIA orzekła co prawda kare przesunięcia Vettela o 10 miejsc w tył przy następnej kwalifikacji a sam Vettel przeprosił Kubicę, ale niewiele to zmienia wobec faktu, że żaden z nich nie ukończył wyścigu..A obaj mieli szanse na podium.

Pecha miał też Heidfeld, który po kolizji na początku wyścigu nie odrobił już start do czołówki, Kovalainen, który nie przejechał nawet dwóch okrążeń a także kierowcy Ferrari, którzy mieli poważne problemy z samochodami.

Czekamy zatem na GP Malezji.