Ludzie polskiej motoryzacji: Maciej Ratyński - Od FSO do Chryslera

2008-10-10 | Źródło
Ludzie polskiej motoryzacji: Maciej Ratyński - Od FSO do Chryslera

Maciej Ratyński – dyrektor zarządzający Chrysler Polska (od 2007 r.). Absolwent Liceum im. T. Reytana w Warszawie i Wydziału Maszyn Roboczych i Pojazdów Politechniki Warszawskiej. Dwoje dorosłych dzieci. Po studiach pracował w FSO na r różnych stanowiskach. Od roku 1991 prowadzi firmy związane z korporacją Chrysler. Od 2000 do 2007roku dyrektor w DaimlerChrysler Automotive Polska. Aktualnie prezes firmy Chrysler Polska. Hobby: off-road (Jeep), historia najnowsza, podróże.

Już w liceum, a może nawet wcześniej wiedziałem, że będę pracował w motoryzacji – mówi Maciej Ratyński. Dlatego po maturze zdawałem na politechnikę na wydział maszyny robocze i pojazdy. Zainteresowanie i pasja były na tyle silne, że żaden inny kierunek nie wchodził w grę. Wówczas mało kto miał samochód, a wśród studentów prawie nikt. Ja miałem Skodę Octavię, kolega z roku IFĘ. Sami pracowaliśmy przy tych autach bo serwisów w dzisiejszym rozumieniu nie było, a w warsztatach drogo. To była doskonała praktyka zawodowa.

•    Pierwsza praca po studiach...

- Chciałem być blisko serwisu, pracować w Polmozbycie, ale nie dostałem się i wylądowałem w Fabryce Samochodów Osobowych przy produkcji podzespołów do Fiata 125p. Po kilku latach przeszedłem do działu obsługi technicznej rynków zagranicznych. Czułem się nie przygotowany do tej pracy i poszedłem pracować do fabrycznej stacji obsługi na Towarowej gdzie zajmowałem się naprawą aut, których inni nie umieli naprawić. Ta praktyka okazała się bardzo potrzebna, kiedy pracowałem w Pakistanie, w Iraku, na Cyprze czy w Wielkiej Brytanii. W Wielkiej Brytanii  wraz z pierwszymi Polonezami tworzyliśmy coś w rodzaju lotnej brygady naprawczej. To był trudny rynek. Klienci mieli wysokie wymagania. Pokazywaliśmy dealerom (FSO korzystała wówczas z sieci Mazdy), że Polonezy można naprawiać, że trzeba dokładnie poznać objawy usterki i oczekiwania klientów. Kolejna przygoda zawodowa to był „kontrakt chiński”. Obsługiwałem najpierw pierwsze 1500 aut, które FSO sprzedała do Chiń. Potem spędzałem pól roku w Chinach pól w kraju. W latach 80. ub. stulecia „kontrakt chiński” to było wielkie, handlowe wydarzenie zwłaszcza, że dzięki naszej FSO-owskiej sieci cała polska motoryzacja ulokowała swe produkty w Chinach.

•    Od lat jest Pan kojarzony z Chryslerem ...

- W 1991 r uznałem, że pewien etap zawodowego rozwoju mam już za sobą i odszedłem z FSO. Napisałem wówczas kilka listów do zagranicznych producentów aut chciałem stworzyć strukturę importerską, dzięki której można by w Polsce sprzedawać zachodnie samochody. Odpowiedź nadeszła od Chryslera. To był jedyny producent amerykański, który chciał swe samochody sprzedawać poza USA. Po pewnym czasie pomysłem zainteresował się Sobiesław Zasada powstała spółka ASC. Był dostęp do kredytów, zaczęliśmy rozwijać sieć. Sprzedawaliśmy wówczas ok. 700 aut rocznie.
 
•    Jaki jest stan na dzisiaj ?

- Dzisiaj Chrysler Polska jest samodzielną firmą. Jesteśmy właścicielem trzech marek Chryslera, Jeepa i Dodge’a. Chrysler jest już znany w Polsce, a Chrysler Voyager stał się wręcz ikoną segmentu. Zresztą to auto wprowadzał na rynek amerykański sam Lee Iacoca. Niebawem będziemy obchodzili 25 lat Voyagera. Z kolei Jeep to bardzo silna marka, to on wprowadził Chryslera do Europy. Mamy w ofercie 7 modeli. Ostatni na rynku pojawił się Dodge to było, 2 lata temu, myślę, że już się zadomowił w Polsce. Mamy w kraju 22 dealerów. Sądzimy, że sprzedamy w br 2000 samochodów.. .

•    17 lat spędzonych z Chryslerem, jaki to czas w Pana ocenie?

- To bardzo ciekawe i ważne lata w moim zawodowym życiu, myślę że udało się zbudować podstawy dla solidnej, dynamicznie rozwijającej się firmy, ale wiem, że dużo mamy do zrobienia. Chrysler zawsze twierdził, że najważniejszym majątkiem firmy są ludzie, pieniądze są wyłącznie narzędziem. Ta filozofia bardzo mi odpowiada. Większość osób, z którymi pracuję to wieloletni pracownicy Chryslera. Myślę że dobrze się rozumiemy i tworzymy zgrany zespół. Razem możemy jeszcze wiele osiągnąć. Na początek 1% udziału w rynku. Jestem przekonany, że możemy sprzedawać więcej samochodów. Mamy znakomity stosunek ceny do jakości i możliwości aut. Ceny mamy związane z Euro, zsynchronizowane z europejskimi. Nasze auta oferują kawałek Ameryki i chcemy aby klienci to odczuli. Jednocześnie zaś są to samochody przyjazne ...

•    Jak Pan ocenia krajowy rynek samochodowy ?

-      Nie będę specjalnie odkrywczy jeśli powiem, że na rynku panuje bałagan i brak zdrowych, jednoznacznych zasad wolnej konkurencji. Cała branża motoryzacyjna od lat chórem domaga się, aby samochody były traktowane jako środki produkcji, aby możliwy był całkowity odpis Vatu. Mamy duży potencjał możemy niebawem zbliżyć się do 800 000 rejestracji nowych aut, ale konieczne są regulacje porządkujące handel zarówno nowymi jak i używanymi autami. Dla nas akurat prywatny import amerykańskich aut nie jest zagrożeniem, ale niepohamowany import starych samochodów może psuć interesy. Mamy w kraju spory potencjał produkcyjny, ale przez niejednoznaczne przepisy, przez brak odpowiednich warunków dla inwestorów wiele szans przechodzi nam koło nosa. Szkoda...

Dodane przez: Lucyna Więckowska

Dodaj pierwszy komentarz


Podobne artykuły