Nimby i banany...
Tak właśnie w internetowym, coraz popularniejszym na codzień, slangu określa sie ludzi blokujących miejskie inwestycje.
Nimby (z ang Not In My Backyard – nie na moim podwórku) i Banana (Build Absolutely Nothing Anywhere Near Anything – “Nic nie zbudować blisko czegokolwiek”) to łatki, które przypina sie bardzo często ludziom z uporem blokującym miejskie (i nie tylko) inwestycje.
Sęk w tym, że inwestycje bardzo często dotyczą dróg, i tu zaczyna sie problem.
Przykład Warszawy doskonale obrazuje to zjawisko; w fazie przed- lub przetargowej jest obecnie około pięciu wielkich inwestycji drogowych (Most Północny, poszerzenie ul. Powstańców Śląskich, poszerzenie Al. Wilanowskiej czy budowa trasy S7/8 ) i każda z nich ma swoją “Nimbę”.
Obywatele protestują przeci hałasowi, przebiegom nowych tras (choć nierzadko plany były wcześniej niż domy), przeciw zmianom, przeciw wszystkiemu.
Taka nasza mentalność, że na wszelki wypadek trzeba oprotestowac zmiany bo zmiana oznacza NOWE a NOWEGO trzeba sie bać..
Inna grupa blokujących to właściciele działek, czesto odebranych tzw dekretem Bieruta, któryz odzyskali je niedawno i teraz za nic świecie nie chcą ich zwolnić pod iwestycje. Grają na zwłokę czekając az miasto podbije sume odszkodowania, albo, jak słynna rodzina Gmurków, nie odbierają od miejskich urzędników pism dotyczących eksmisji. Dość powiedzieć, że rodzina Gmurków blokuje rozbudowe ulicy od blisko..22 lat.
Nóż sie czlowiekowi otwiera w kieszeni jak słyszy, że właściciel komisu dostaje 5 milionów (PIĘĆ milionów złotych – tyle co dwie kumulacje w lotka) za łaskawe opuszczenie działki pod wielopoziomowe skrzyżowanie..
Czekajmy więc na bardziej skuteczne narzędzia administracyjne, i na to, że polscy urzędnicy nauczą sie je wykorzystywać. Być może za parenaście lat nie bedzie juz takich problemów..