Nordschleife - test toru Nurburgring

2007-11-09 Nordschleife - test toru Nurburgring
Nordschleife - test toru Nurburgring Nordschleife - test toru Nurburgring Nordschleife - test toru Nurburgring Nordschleife - test toru Nurburgring

Niedziela, 28 października, godzina 8.15 - dojeżdżam do bramy Nurburgringu położonego w malowniczej, górzystej krainie. Wybrałem się tak wcześnie żeby nie było dużego ruchu, ale mimo, że Nordschleife otwierają o 8 rano to i tak czekało już sporo samochodów (warto wcześniej zobaczyć dni i godziny otwarcia toru).

Pogoda nie dopisuje - niebo pochmurne i temperatura w granicach 10 stopni Celsjusza sprawiły, że nie ma tu tłumów, jak to zazwyczaj bywa w bardziej pogodne dni. Tylko prawdziwi zapaleńcy przyjechali dzisiaj żeby pościgać się na tym niebezpiecznym torze. Niska temperatura asfaltu na pewno przyczyniła się do większych wrażeń podczas jazdy i niestety gorszych osiągów, a lekka przejściowa mżawka odstraszyła niejednego niedzielnego kierowcę. Mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych, po tak długiej podróży nie mogłem zrezygnować z tej niepowtarzalnej okazji pościgania się po słynnym niegdyś torze F1 gdzie w 1974 r. tragicznie rozbił się trzykrotny mistrz świata Nikki Lauda.

Zostawiłem samochód (Suzuki Swift GTI) na parkingu przy torze i poszedłem do recepcji kupić bilet. Niestety, cena jednego okrążenia jest dość wysoka - 19 euro (około 68 zł). Można też wykupić pakiety na cztery okrążenia za 64 euro. Są też tygodniowe, miesięczne i inne.

Długość toru to ponad 22 kilometry. Traktowany jest on jak droga publiczna, czyli prawa ruchu drogowego też tu obowiązują - tyle, że w trochę inny sposób. Na przykład - jeśli jedzie za nami szybszy samochód to mamy obowiązek go przepuścić włączając kierunkowskaz w prawo i zjechać na prawą stronę toru. Jeśli tego nie zrobimy a zawodnik jadący za nami w nas wjedzie, wina leży całkowicie po naszej stronie – nawet możemy za to dostać mandat!

Mam już bilet, zjeżdżam z parkingu i kieruję się do bramek elektronicznych. Wkładam bilet i czekam aż podniesie się szlaban. Ruszam. Powoli wyłaniam się z pitlane na imponująco długą prostą startową, patrzę czy nikt nie jedzie za mną lub obok mnie i gaz do dechy. Dnem na drugim biegu aż do 7,500 RPM. Zmiana na trzeci, czwarty bieg i zaczynam jechać pod górę. Za Coca-Cola Curve zaczyna się zjazd w dół na dosyć ciasnym lewym zakręcie. I znowu kręta partia, ale teraz z mniejszym obciążeniem dla silnika. Nawierzchnia jest bardzo wyboista, dlatego zbyt sztywne ustawienie zawieszenia nie jest tu zalecane. Dalej przez mostek i znów wspinaczka pod górę. Dojeżdżam do bardziej prostego odcinka, ale nie mniej niebezpiecznego. Tu zdążę się rozpędzić do ok. 180km/h gdzie na szczycie spotkam skręt w lewo. Jeśli  nie zdejmie się nogi z gazu to można pójść w pejzaż.

Cały tor składa się ze zjazdów i podjazdów, czasami nawet na zakrętach, co powoduje, że przy szybkich prędkościach przeciążenia panujące wewnątrz kabiny wciskają w fotel jak na kolejce górskiej w wesołym miasteczku. Jeżdżąc w rajdach nie doznałem jeszcze takich przeciążeń jakie zapewnia Nurburgring.

Pędząc dalej dojeżdżam do najsłynniejszego nawrotu na torze, „Karussell”, gdzie przejazd po wewnętrznej stronie o pochyleniu ok. 30 stopni i z prędkością blisko 100 km/h zapewnia niepowtarzalne wrażenia. A to dlatego, że ten zakręt jest naprawdę ciasny! Od Karuzeli zaczyna się bardziej kręta i, moim zdaniem, bardziej wymagająca część toru. Problem w tym, że do tego czasu zdążyły już się zagotować hamulce i ich efektywność znacznie zmalała. A dodam, że płyn stosowany w samochodzie to Ferrodo Dot. 4, czyli jeden z tych z wyższej półki.

Asfalt w tej części toru jest trochę podziurawiony, co również nie wpływa korzystnie na przyczepność. Mijam ostatni długi prawy zakręt na torze i jestem już na zjeździe z góry na prostą startową. Można byłoby się tu spokojnie rozpędzić do ponad 200 km/h gdyby nie fakt, że po każdym przejechanym okrążeniu trzeba zjechać z powrotem do pitlane.

Jeśli chcemy ponownie jechać musimy znowu zameldować się przy bramkach elektronicznych. Ja postanowiłem dać samochodowi trochę odpocząć i ostygnąć. Opony, pomimo niskiej temperatury toru, były mocno rozgrzane, wskazówka ilości paliwa drastycznie spadła, a hamulce było czuć na odległość. Poza tym, nic więcej mu nie dolegało. Po krótkim odpoczynku można było jechać ponownie.

Sergiusz Lisowski


+ Dodaj Komentarz Komentarze

bartek:
jestem pod wrażeniem i naprawdę zazdroszczę;) ja będę tam pewnie w lutym i w zależności od pogody moze odwiedzę Nordschleife lub nie..
sergio:
wiesz... zimówki zakładasz na obydwie ośki i jazda po śniegu ;) zresztą sam bym sobie tam pośmigał na śniegu. Szczególnie tył napędem. :]
bart:
niestety tyłu nie mam ;) zimówki juz mam wiec luss ;) aha, kiedy bedzie filmik? :))
Killa:
eh... na prawde czyta sie to fascynujaco... masz dar do opisywania ciekawych sytuacji tor musi byc niesamowity... moze ktoregos dnia jak bede jechala do ojca to zajze tam chociazby popatrzec... bo nie jestem pewna czy bym sie odwazyla na tor wyjechac (kiepawa kierowniczka ze mnie) pozdrawiam :*

Aktualności motoryzacyjne

Tapety motoryzacyjne

Aktualności

Nordschleife - test toru... Nordschleife - test toru Nurburgring Niedziela, 28 października, godzina 8.15 - dojeżdżam do bramy Nurburgringu położonego w malowniczej, górzystej krainie. Wybrałem się tak wcześnie żeby nie było dużego ruchu, ale mimo, że... Więcej »