Nowa nadzieja
Litera M w odniesieniu do BMW zawsze zwiastowała wielkie emocje.
Były one jednak zarezerwowane były wyłącznie dla serii 3, 5 i 6. Wymienione modele w wersjach M stawały się dyskretnie wystylizowanymi i komfortowymi limuzynami bądź coupe, zdolnymi na światłach ośmieszyć właścicieli Porsche bądź Ferrari.
Teraz gama modeli M została poszerzona – teraz również X5(a wraz z nim również jego zgarbiony „brat”, czyli X6) – dostał zastrzyk sterydów w postaci 4.4 litrowej widlastej ósemki z podwójnym doładowaniem. W obu modelach osiąga 555 KM i 681Nm momentu obrotowego, co zapewnia tym ponad dwutonowym mastodontom prędkość maksymalną (po zdjęciu ogranicznika) rzędu 275km/h i osiągnięcie „setki” w 4.7s. Dla porównania – obecnej M3 zajmuje to 4.8s(!). W połączeniu z właściwościami jezdnymi osiągalnymi jedynie dla Porsche Cayenne, mamy gotową maszynkę do wytwarzania adrenaliny, którą jednocześnie wygodnie przewieziemy 5 osób i bagaże.
I tu nasuwa się pytanie – czy tak naprawdę komukolwiek taki pojazd jest potrzebny? Szczerze mówiąc, nigdy szczególnie nie przepadałem za wielkimi SUV-ami. Zazwyczaj nie nadają się do niczego w terenie i nawet z mocnymi (jak na standardy „osobówek”) silnikami osiągi pozostawiają sporo do życzenia. A kiedy – jak w przypadku X5/X6 M – napęd stanowi wielkie V8, spalanie staje się nie do przetrawienia nawet dla najzamożniejszych. A skoro nie można nimi wjechać w teren, dlaczego nie zdecydować się na tańszą M5 która zapewni nam ten sam komfort i jeszcze większe doznania, spalając sporo mniej? Rzeczywiście, patrząc na to obiektywnym okiem sens istnienia X5M może stać pod znakiem zapytania.
A mimo to cieszy mnie wprowadzenie X5/6 M na rynek. W czasach, gdy samochody sportowe zaczynają być napędzane dieslami, cylindry zastępowane są na masową skalę turbosprężarkami a coraz większa liczba koni mechanicznych zaczyna ustępować coraz mniejszej ilości wydzielanego CO2, takie auta utwierdzają mnie w przekonaniu, że jeszcze nie każdy bastion w świecie samochodów sportowych został zdobyty. I że zdrowy rozsądek jeszcze nie wziął góry nad odrobiną szaleństwa w motoryzacji. Jest też dowodem na to, że ciągle idzie ona do przodu.