Peugeot 107 - Dzielny maluszek | Test
Najmniejszy z rodziny, brat bliźniak Citroena C1
Małe miejskie autko o ciekawej stylistyce i sympatycznej mordce. Pod maską litrowy silnik, pięcioro drzwi - na Champs Élysées wygląda pewnie dość stylowo. A jak się sprawdzi w Warszawie?
Nadwozie 107-ki jest atrakcyjne, wygląda po prostu ładnie. Druga para drzwi zachodzi aż na tylne błotniki i klapę bagażnika. Otwierając je mam wrażenie, jakbym rozbierał samochód na części pierwsze. Sama klapa jest malutka i ogranicza dostęp do i tak symbolicznej przestrzeni bagażowej. W Peugeocie 107 zmieścisz najwyżej niedużą torbę i parasol. Z czymś większym możesz mieć problem. Serio - na parkingu pod supermarketem moja torba z zakupami weszła do bagażnika, ale pod domem nie chciała go już opuścić. Próbując ją wyciągnąć, oderwałem z niej spory strzęp, uderzyłem się w oko i prawie urwałem tylną półeczkę. Pomogło dopiero złożenie tylnej kanapy... Wniosek? Zakupy lepiej wozić na kanapie albo za siedzeniami. Aha - przed siedzeniem pasażera nie ma zamykanego schowka, jest jedynie półka. Idealnie nadaje się do wożenia pieczywa.
Przestrzeń pasażerska też nie poraża przestronnością. Jeśli masz więcej, niż półtora metra wzrostu przy wsiadaniu kopniesz kolanem w kolumnę kierownicy. Testowana wersja na szczęście ma regulację wysokości kierownicy, w najtańszej wymaga to dopłaty 1700 zł (razem z progresywnym wspomaganiem).
Ale jak już wsiądziesz, okaże się, że najmniejsze auto z rodziny Peugeota jest całkiem przyjemne. W środku zmieszczą się dwie osoby, niestety miejsca na tylnej kanapie jest tyle, co kot napłakał. Dzieci możesz upchnąć, dorosłych już nie bardzo. Przednie fotele są zaskakująco wygodne - bóle kręgosłupa nie doskwierają nawet po całym dniu jazdy po mieście. Zagłówki są zintegrowane z fotelami, tworząc coś na kształt "kubełków".
Wnętrze jest zaprojektowane oszczędnie. Dużo w nim plastiku, mało bajerów. Największą fanaberią jest radio z RDS-em i CD (1400 zł dopłaty, ale jakąś rozrywkę trzeba w aucie mieć). Wrażenie psują przede wszystkim ustawienia nawiewu i obrotomierz. Te pierwsze mają niespotykany kształt i są potwornie nieergonomiczne. Obrotomierz wystaje z deski rozdzielczej niczym oko ślimaka. Miałem ochotę go po prostu urwać. W tańszej wersji Happy wymaga on 250 zł dopłaty. Mam radę - lepiej kupić sobie za tę sumę coś innego.
Litrowy silnik ma 68 koni. Sprint do setki zajmuje co prawda 14 sekund, ale w warunkach miejskich to wystarczy. Zaskakująca jest żwawość małego Peugeota. Podczas pierwszej jazdy dziwiłem się, jak wolno jadą inne samochody. Dopiero rzut oka na prędkościomierz kazał mi zdjąć nogę z gazu i zwolnić do bardziej przepisowej szybkości. Dobre wrażenie psuje trochę skrzynia biegów - jej dźwignia jest długa i wystaje z podłogi. Przez to naprawdę łatwo pomylić bieg i próbować ruszyć z trójki albo wrzucać ją zamiast piątki. Biegi nie wchodzą tak łatwo i lekko, jakbym sobie tego życzył.
Mimo wszystko Peugeotem jeździ się bardzo fajnie. Radośnie wkręca się na obroty i mknie przez ulice. Dobrze zestrojone zawieszenie tłumi mniejsze nierówności i nie podskakuje na większych. 107-ka nada się też na krótsze trasy czy weekendowe wypady. Dobra widoczność we wszystkie strony i łatwość parkowania to cenne zalety. Kolejną są koszta. Średnie spalanie oscyluje w granicach 4,5 litra na 100 km a auto kosztuje od 33 400 (3-dr, wersja Happy) do 38 000 złotych (5-dr., wersja Trendy). To nie jest duża cena za fajne miejskie autko.