Producenci aut domagają się pomocy
2008-10-06
Spowolnienie gospodarcze odbije się na popycie na nowe auta. Ucierpią na tym też polskie fabryki samochodów, które muszą się liczyć ze spadkiem zamówień.
Nastroje na rozpoczętym w ostatni weekend w Paryżu Międzynarodowym Salonie Samochodowym są fatalne. Producenci znacznie mniej się chwalą nowymi modelami niż oszczędnymi silnikami. Nic więc dziwnego, że nowych silników jest wystawionych znacznie więcej niż samych aut.
„Rynek zwariował. Nie wiadomo, jak długo potrwa kryzys, który zgotowali nam Amerykanie - te słowa jak mantrę powtarzają producenci. O cięciach kosztów mówią wszyscy: od Toyoty po Chryslera. Producenci oficjalnie już się domagają pomocy publicznej. Po tym, jak coraz bardziej się zmniejszająca Wielka Trójka z Detroit otrzymała od władz USA 25 mld dolarów wsparcia, Europejczycy chcą 40 miliardów. „A kto nam pomoże? - pytają przedstawiciele Mazdy, Nissana i Toyoty.
Producenci samochodów borykają się z jednej strony ze spadkiem popytu, bo ich potencjalnym klientom coraz rzadziej przychodzi do głowy myśl o kupieniu nowego auta, z drugiej z bardzo wysokimi cenami surowców – stali, aluminium, platyny i naturalnie ropy naftowej. Dlatego właśnie chcą być traktowani tak jak sektor bankowy.
„To nie my doprowadziliśmy do tego kryzysu, a cierpimy teraz najbardziej. Motoryzacja jest największym pracodawcą w Europie. Daje pracę nie tylko przy produkcji aut, ale i w innych branżach - mówił Sergio Marchionne, prezes Fiata. Jego zdaniem sprzedaż samochodów w Europie w przyszłym roku może spaść nawet o 5%.
